Jak kiedyś podróżowano w czasach PRL

Niedawno miałam okazję wziąć udział w audycji Polskiego Radia Czwórka, gdzie mogłam przybliżyć słuchaczom bolączki, patenty i styl podróżowania naszych dziadków i rodziców w czasach PRL. Z niedowierzaniem wysłuchałam historii mojej babci i taty Artura, które dziś są dla nas absurdem, a kiedyś stanowiły normę. To zainspirowało mnie do napisania tego artykułu, wierząc, że z pokorą podejdziecie do planowania swoich kolejnych wywczasów i docenicie, ” jak dobrze” jest teraz.

Zapraszam do podróży w czasie 🙂

Krótki przekrój możliwości – lata 50-te, 60-te i 70-te

Możliwość wyjazdów z wpisem do dowodu, czasowo obowiązywała już w latach 1956-1957. Jednak władze niechętnie zgadzały się na wyjazdy rodaków za granicę z obawy, że wybiorą opcje one way ticket i nie wrócą do ojczyzny. Na przełomie lat zmieniały się też dokumenty, na podstawie których można było jeździć.  Do roku 1972 najczęściej wyjeżdżano do krajów socjalistycznych, gdzie o zgodę było znacznie łatwiej i wyjazd umożliwiały specjalne wkładki paszportowe, które były ważne razem z dowodem osobistym. Początkowo wkładki były jednokrotne, z czasem zaczęto wydawać je na wyjazdy wielokrotne.

problemy z wakacjami prl
źródło; dziennikzachodni.pl

Pod koniec lat siedemdziesiątych MSW zaczęło prace nad paszportem umożliwiającym wyjazdy do krajów zachodnich, ważnym przez kilka lat i z możliwością przechowywania w domu. Weszły one do użytku w kwietniu 1981 r. z tym, że trzeba paszport trzeba było zwrócić do MSW. Na pocieszenie uproszczono wniosek o ponowne wydanie.

Paszporty, wizy i zaproszenia

Pamiętacie scenę z „Misia”, gdzie główny bohater Ryszard Ochódzki wraz ze swoją towarzyszką Aleksandrą odbierają paszport w urzędzie? Piękna parodia, choć w realu życie nie wyglądało tak kolorowo.

Wizy i paszporty wiązały się często z długim (a niekiedy upokarzającym) oczekiwaniem w przedstawicielstwach państw obcych. Do dziś tata Artura wspomina, że procedura paszportowa była bezsensowna i męcząca. Zadawano szereg pytań, które miały zweryfikować, czy obywatel nie ma zamiaru opuścić kraju na stałe.

kolejki w PRL
Kolejka do Pewexu, źródło: gazetawroclawska.pl

Paszport był wydawany na określony czas i przed każdym wyjazdem trzeba było wypełnić ankietę-podanie i udać się do biura paszportowego w lokalnej komendzie MO, odstać swoje w długiej kolejce i trzymać kciuki za pozytywne rozpatrzenie wniosku.

Przykładowe pytania ankiety:

  • Czy obywatel ma pieniądze, z których będzie żyć (wymagane potwierdzenie z banku)?
  • Kiedy planuje wrócić?
  • Przez jakie kraje będzie przejeżdżać?
  • Kto będzie utrzymywał obywatela?
  • Jaką obywatel ma rodzinę za granicą itd.

Jeśli planowałeś przykładowo udać się na wakacje do Włoch, potrzebowałeś zgody/ wizy tranzytowej na kraje, które przekraczałeś na trasie, czyli np. Czechosłowacja (pamiętacie taki kraj?) i Austria. Każdy wjazd i wyjazd musiał mieć pieczątkę z granicy, bez tego mogłeś mieć poważne problemy po powrocie.

Nie każdy mógł dostać paszport

To czy otrzymasz paszport zależało od historycznych wyjazdów (czy wracałeś na czas, czy miałeś wszystkie stemple) oraz od wykonywanej profesji. Istniały zastrzeżenia co do pewnych grup zawodowych.

Przykładowo osoby, które miały dostęp do tajemnicy państwowej obowiązywał dwuletni okres karencji, z automatu podlegali temu: funkcjonariusze bezpieczeństwa, Służby Więziennej, sędziowie, prokuratorzy, pracownicy politycznego aparatu partii, dyrektorzy administracji państwowej i gospodarczej, pracownicy przemysłu specjalnego.

Sama odmowa w zasadzie nie musiała być motywowana i nie istniała możliwość procedury odwoławczej, czy zaskarżenia. Byłeś całkowicie zdany na system.

Pieniądze – główny problem wyjazdowy

Dawne czasy nie odbiegają w tym aspekcie od dzisiejszych. Problemem wyjazdowym numer 1 były pieniądze, ale była to zupełnie inna skala. Bo nie ważny był stan twojego majątku w polskich złotówka, a to ile byłeś w stanie uzbierać dolarów.

książeczka PKO
Książeczka PKO – źródło: nowa.tv

W każdym większym mieście było kilka biur turystycznych, takich jak „Orbis”, „Gromada” czy „Almatur”, które oferowały atrakcyjne wycieczki i pomagały uzyskać potrzebne dokumenty do wyjazdu. Często kupującego witała cena 10 000 starych złotych + 800 USD (lub bonów PeKaO). Uzbieranie złotówek, nie stanowiło takiego wyzwania, jak uzbieranie zagranicznej waluty, bo nie było czegoś takiego jak kantor.

Wycieczki w PRL- Orbis
zdjęcie z turystyka.wp.pl

Złotówki trzeba było wymieniać w NBP lub Pewexie,  ale były nałożone limity miesięczne (np. 150 USD), co wydłużało cały proces gromadzenia wymaganej kwoty. To oznacza, że obywatel potrzebował ponad 5 miesięcy by uzbierać 800 baksów – Whaaat? Niektóre źródła podają jeszcze mniejsze kwoty 15-25 USD na miesiąc, co napawa mnie jeszcze większym przerażeniem. Państwo niechętnie pozbywało się waluty, a brak funduszy i wakacyjne zapotrzebowanie wzmagał czarnorynkowy handel turystyczny.

Można było iść na skróty i wymienić kasę u cinkciarza na czarnym rynku, ale to oczywiście wiązało się z ryzykiem, przyłapania lub lewych pieniędzy. #bezryzykaniemazabawy

Kierunek Zachód – w pogoni za pracą

Marzeniem wielu Polaków był wyjazd za na Zachód, do krajów wysoko rozwiniętych. Jednak uzyskanie wizy i paszportu do Francji, czy do Republiki Federalnej Niemiec uważanej za największego wroga PRL, były raczej nieosiągalne, chyba, że była to wizyta biznesowa. Władze obawiały się masowej emigracji w celach zarobkowych. Łatwiej było uzyskać pozwolenie na wyjazd, mając na miejscu rodzinę, która wysyłała takie zaproszenie lub wykupując wycieczkę przez Orbis, który załatwiał wszystkie formalności. Spora część Polaków już nigdy nie wracała do kraju.

Kierunek wschód – Demoludy – wywczas na kempingu

Wobec planów zwiedzenia innych krajów demokratycznych wykazywano w MSW większą tolerancję. Najbardziej liberalny był okres lat 70., kiedy to wyjazdy do tzw. demoludów nie były właściwe reglamentowane. Wystarczało mieć dowód osobisty ze specjalnym stemplem, który upoważniał do wyjazdu. Wyjątkiem było ZSSR, gdzie wymagano dodatkowego zaproszenia od mieszkańca (specjalny voucher turystyczny obowiązuje do dziś) bez tego można było jechać tylko tranzytem – np. Mościska-Vadul Siret (do granicy z Rumunią).

Polacy na kempingu w czasach PRL
Polacy na kempingu, źródło: polskatimes.pl

Do najpopularniejszych kierunków należały:

Bułgaria, która przyciągał wszystkich pragnących wypocząć nad ciepłym morzem. Słoneczny Brzeg był odwiedzany przez tysiące polskich rodzin.
Węgry, a konkretnie Jezioro Błotne Balaton, stanowiły mekkę polskich turystów w czasach PRL-u.
Krym – nazywany często wschodnią Riwierą Francuską.
Jugosławia, która kusiła pięknymi Adriatyckimi plażami i zabytkami Istrii czy Dubrownika, to właśnie tu przyjeżdżały „piętrowe Maluchy”, to tu Polacy nadali nowy wymiar wyjazdów kempingowych.

Turystyka handlowa – kombinatoryka, gdy dolarów brak

Ponieważ polskie władze niechętnie pozbywały się obcej waluty, typowy wywczasowicz musiał radzić sobie w inny sposób. Dzięki temu rozwinęła się turystyka handlowa, a Polacy byli w niej mistrzami, bo ze swoich wakacji potrafili wrócić z nadbagażem finansowym. Handlowano zarówno tradycyjnymi polskimi „towarami eksportowymi” (bursztyn), przedmiotami sprowadzonymi z Zachodu (amerykańskie papierosy) jak i zgrzebnymi wyrobami polskiego przemysłu (żelazka). Wielką popularnością cieszyła się zawsze polska wódka, chętnie kupowana zarówno w krajach bloku, jak i w Austrii czy Szwecji.

handel turystyczny w PRL
źródło: dzienniklodzki.pl

W zależności od kierunku pakowano różne towary.

Przykładowo w NRD najlepszy zbyt miały takie produkty jak: termowentylatory, papierosy Marlboro, nylonowe bluzki czy jeansy. Do Bułgarii i na Węgry zabierano dresy, kryształy (perły czarnorynkowego eksportu) i krem NIVEA, który w latach 80-tych był w każdym kiosku, a Polacy wykupywali go kartonami, by sprzedać za granica i uzbierać dolce. W krajach Związku Radzieckiego absolutnym HITem była odzież, zwłaszcza markowe jeansy z Zachodu (choć i polskie podróbki  produkcji zakładów „Odra” cieszyły się sporym zainteresowaniem).

I tak przez przez ponad 30 lat wykształciły się szlaki turystyki handlowej: „Barani” do Bułgarii, „Kryształowy” – do Jugosławii, „Lniany” na Węgry czy „kosmetyczny” do Rumunii

Posłuchaj audycji Polskiego Radia Czwórki, w której wzięła udział Ania:

wywiad w radiu - wakacje w prl

Jakie są Wasze historie?

Czy pamiętacie te czasy albo czy słyszeliście podobne opowieści. Mam nadzieję, że przy następnym załatwianiu wizy, kupowaniu wycieczki czy staniu w koleje do kantoru, podejdziecie do tematu z pokorą i przypomnicie sobie ten artykuł i czasy, gdy wyjazd na wakacje stanowił mistrzowski plan logistyczny.

(Visited 73 times, 3 visits today)