Wizyta w typowym meksykańskim domu

Planując naszą wycieczkę do Meksyku, nikt z nas nie był w stanie przewidzieć, że jednym z jej elementów będzie wizyta w typowym meksykańskim domu. Jednak życie lubi zaskakiwać i nas też tym razem zaskoczyło, prawie jak co roku drogowców w Polsce. Przez cały wyjazd mieliśmy bardzo dobrą relację z naszym kierowcą Martinem, karma do nas wróciła i zostaliśmy zaproszeni na śniadanie do rodziny Majów. 

sniadanie-Meksyk

Typowy meksykański dom – wyborne śniadanie

Podobno jeśli Meksykanin zaprasza Cię do domu to znaczy, że musiał Cię bardzo polubić. Nasz kierowca Martin wyczuł wyraźnie sympatię z naszej strony i dzień wcześniej zapytał czy chcielibyśmy pojechać na śniadanie do jego rodzinnego domu. Także okazało się, że sympatia była dwustronna. Podobna okazja jest tak rzadka, jak pojechanie do opłaconego domu na narty w Austrii, z obydwu trzeba skorzystać! Okazało się, że nasz Maj mieszka przy drodze z okolic pięknych Grutas de Loltun do malowniczego Bacalar. Nie musieliśmy odbijać z głównej trasy naszego przejazdu. Rodzina Martina mieszka w miejscowości Dziuche.

rodzina-majów

Tour po okolicy Dziuche i wizyta u rodziny Majów

Zanim dojechaliśmy na śniadanie, najpierw Martin chciał nam pokazać okoliczne jezioro. Jadąc nad zbiornik wodny przed oczami miałem naszego korpulentnego koleżkę w wieku 10 lat, jak na swoich meksykańskich Wigrach 2 przemierzał szutrową drogę, żeby dotrzeć nad wymarzone kąpielisko. Niestety okazało się, że dojazd jest zamknięty bramą z kłódką i nie dotarliśmy nad jezioro. Największą stratą z tej wyprawy były moje japonki, które nie wytrzymały meksykańskich dróg i się rozleciały. Po raz kolejny przekonaliśmy się o tym, jak sympatyczni są Meksykanie, Martin chciał mi oddać swoje klapki. Był to dla niego odruch bezwarunkowy, bez znaczenia, że moja stopa jest pewnie 3 rozmiary większa. Dzięki takim przyjemniaczkom polubiliśmy Meksyk.

Zanim dotarliśmy do domu jego siostry, odwiedziliśmy drugą siostrę prowadzącą sklep. Siostra zaakceptowała nas po pierwszy spotkaniu do tego stopnia, że wyjeżdżając po śniadaniu, musieliśmy do niej zahaczyć. Tym razem przyprowadziła swoją nastoletnią córkę, która weszła do busu wycałowała nas jakbyśmy wypili wspólnie litry tequili. Po czym dostaliśmy do potrzymania jej dziecko – noworodka. Nie było to jedyne dziecko trzymane tego dnia. Po małej  sesji fotograficznej udaliśmy się w dalszą drogę w stronę Bacalar.

meksykanskie-dziecko

Wystrój meksykańskiego domu i śniadanie

Wróćmy jeszcze do wizyty w meksykańskim domu. Zaparkowaliśmy pod domem, Martin przywiózł sól z Las Coloradas i wręczył ją rodzinie w ramach swojego podarunku na przywitanie. Zaparkowaliśmy w bocznej uliczce i przekroczyliśmy próg dosyć niepewnie. Kiedy weszliśmy do domu, okazało się, że nasza rodzina Majów żyje dosyć skromnie.

malowanie-ścian-meksyk

Stół na nasze śniadanie został rozstawiony pod strzechą, w której na co dzień śpią najmłodsi domownicy, było to widać po plakatach powbijanych w ściany i po zabawkach uprzątniętych specjalnie na przyjście gości. Kuchnia była opalana drewnem i znajdowała się w pomieszczeniu pokrytym dachem i ścianami tylko z trzech stron. Oprócz tego była trzecia część z zewnątrz najbardziej przypominająca klasyczny wiejski dom, nie byłem w środku.

meksykanska-kuchnia

Zostaliśmy posadzeni przy stole, od razu wjechała domowa lemoniada. Nie minęła chwila i na stole pojawiły się pierwsze rzeczy na zimno: cebula, awokado, fasola, pomidory i sosy. Minęła kolejna chwila i na stół wjechały owoce, nie do końca jeszcze wiedzieliśmy jak to połączyć i w tym momencie na stole znalazły się ciepłe placki tortilli i ugotowany kurczak. Kurczak był tak świeży, że miałem wrażenie, że 2h przed naszym przyjazdem właściciele wybrali tego, których najgłośniej rano krzyczał i ich obudził. Ilość jedzenia była nie do przejedzenia.

śniadanie-w-domu-majow

W momencie, w którym skończyliśmy jedzenie zostaliśmy zaproszeni do kuchni. Tam główna gospodyni nie przebierała w działaniach, od razu dała dziewczynom, każdej z osobna produkty do wyrabiania Tortilli i jazda. Pokazała jak robi się najpopularniejsze meksykańskie placki, a następnie, jak je piec. Postaliśmy trochę przy rozgrzanej do czerwoności kuchni i zostaliśmy zaproszeni do kontynuacji zwiedzania, ogródka. A tam takie rarytasy jak kury w klatce czy królik, którego Bober dostała do potrzymania.

meksykanska-gospodyni

meksykanskie-gotowanie

meksykanskie-podworko

Wizyta w meksykańskim domu obustronna przyjemność

W trakcie całej wizyty zauważyłem, że non stop w domu przybywa osób. Zaczynaliśmy z trójką gospodarzy, a na naszej fotce przed samym wyjazdem jest już 10 członków rodziny. Przez cały pobyt w klasycznym meksykańskim domu, miałem wrażenie, że nie tylko my mamy fan z tego, że tam jesteśmy. Widać było, że rodzina też ma dużo satysfakcji z tego niecodziennego wydarzenia. Ja też bym był zaciekawiony gdyby ktoś z mojej rodziny zaprosił przybyszów z Ameryki Środkowej.

meksykanska-rodzina

W trakcie wizyty, mieszkańcy widzieli we mnie kogoś na kształt Guliwera. Patrząc na wysokości drzwi i daszków na terenie domu nikt nie przewidywał tak wysokich gości. Jak zawaliłem głową o metalowy dach, który był na wysokości 1,75 m to w domu zapanowało poruszenie, ale przy okazji śmiech, że są niedostosowani do tak wysokich gości. 

dom-majów

Wizyta dobiegała końcowi, po naszej stronie nastąpiło pewnego rodzaju poruszenie. Zabili dla nas kurę, narobili się jedzenia co nie miara, a my tak z pustymi rękami? Niestety nie mieliśmy za bardzo nic co można byłoby podarować. Ważna rada na przyszłość brać polskie gadżety. Zawołaliśmy Martina i dyskretnie z boku powiedzieliśmy, że chcielibyśmy zostawić w takim razie trochę $. Powiedział, że nie ma takiej opcji. Finalnie dostał je dzień później w formie tipa za wożenie nas przez te kilka dni. Jedno z lepszych wspomnień z całego wyjazdu, które na długo zapadnie mi w pamięci.

(Visited 138 times, 1 visits today)