Jak nie rezerwować wycieczek przez Internet – co poszło nie tak w Mongolii

Niestety kraj, którego bardzo wyczekiwałam, ale i też najbardziej się go obawiałam, zrobił nam niemiłą niespodziankę. Zakładam, że każdy z Was miał kiedyś incydent, gdzie został perfidnie oszukany, gdzie zamawiana usługa daleko odbiegała od tej ustalonej na mailach czy w hotelu. Niestety świat to dżungla, a ludzie w każdym miejscu starają się ugrać jak najwiecej dla siebie, nie patrząc na to, że chcesz mieć wakacje i chcesz odpocząć wreszcie od tych wszystkich negocjacji, ściem i przepychanek.

Dziś opowiem Wam o naszym doświadczeniu oraz o tym, jak wyjść z kryzysowej sytuacji i w przyszłości lepiej dobierać lokalnych partnerów Waszej wyprawy (kierowcę i przewodnika). Zła decyzja może skutecznie popsuć Wam opinie o danym miejscu i przeszkodzić w odwiedzeniu zaplanowanych miejsc.

podróż z wynajętym kierowcą

Poniżej nasza historia, może trochę i przydługa, ale jeśli planujesz wynajmować kierowcę w Mongolii, przeczytaj koniecznie, by nie dać się nabrać jak my.

Co poszło nie tak na naszym wyjeździe

Planując wycieczkę po centralnej części Mongolii i to jeszcze w okresie poza sezonem, wiedziałam, że bez pomocy lokalnych przewodników i kierowcy może być nam ciężko ze zwiedzeniem ustalonych atrakcji. Już w lato człowiek się gubi na niekończonych się stepach, a co dopiero na jesieni czy w zimę.

Nie tracąc czasu odpaliłam globtrotera, bo zazwyczaj tam wyszukuje ciekawe namiary na przewodników (tak między innymi znaleźliśmy namiar do Shiroshana na Sri Lance). Moim oczom ukazała się rekomendacja pewnej Mongołki o nazwie Nomi, która specjalizuje się w organizacji takich wycieczek i co więcej, rozmawia po polsku (byłam w szoku). #to_żeś_mi_Wąski_zainmponował

Miesiąc przed podróżą ustaliliśmy plan oraz rozkład kosztów. W międzyczasie zmieniała się cena samochodu, plan ulegał modyfikacji ale wszystko ustaliśmy na bieżąco przez połączenia tel na messanger i na mailach. Finalnie Nomi znalazła nam kierowcę, który nie rozmawia po angielsku, za to jej mąż będzie z nami cały czas pełnić funkcje tłumacza i przewodnika. I będzie nam pomagać w trakcie wycieczki (oczywiście za dodatkowe pieniądze ale to dla nas zrozumiałe, bo przecież człowiek poświęci swój czas, by pomóc nam zrozumieć kulturę i obyczaje Mongolii).

Gotowi na stepy

Dzień przed startem spotkaliśmy się z Nomi i jej mężem face to face, by doprecyzować wszystkie koszty i terminy płatności: Koszt wynajęcia auta (70 USD/dzień) estymowany koszt paliwa (nie był uwzględniony w wynajmie- dziwne), koszt pracy przewodnika – tłumacza (25 USD/ dzień) oraz coś, co mnie zaskoczyło, ale ponoć „to standard” – koszt obiadu dla kierowcy 15 tys. tugrików, który jak się okazało był jednak kosztem jego śniadania, obiadu i kolacji + jedzenia Cogo (męża). W tym momencie myśleliśmy już mocno o nadchodzącej wycieczce. Zapytaliśmy czy to wszystko, po twierdzącej odpowiedzi, umówiliśmy się na kolejny dzień.

Zajarani i spakowani, wyczekiwaliśmy spotkania z naszym przewodnikiem, który stawił się 30 minut przed czasem i poinformował, że on i kierowca, są już gotowi na odjazd. Po 10 minutach zapakowani w Mitsubishi Delica, jechaliśmy na pierwszy przystanek – Park Hustain Nuruu, gdzie podglądaliśmy życie dzikich koni Przewalskiego. Szybko okazało się, że nasz przewodnik i tłumacz jest pierwszy raz na wycieczce, z bananem na twarzy robi sobie selfie, a na temat odwiedzanego miejsca wiedział tylko tyle, że są tu konie. Początkowo myśleliśmy, że jakoś to będzie. Nawet zaczęliśmy obracać sytuacje w żart, by się nie dołować i nie nastawiać negatywnie.

Po 3 dniach mieliśmy dość.
Żarty żartami, ale czuliśmy, że sponsoring naszego „czwartego turysty” jest już dla nas uciążliwy i wprowadzał napiętą sytuację. Po raz pierwszy nie mogliśmy skoncentrować się na pięknie odwiedzanych miejsc, patrząc jak Cogo robi sobie selfie i w trzech słowach opisuje miejsce „gobi” „dużo” „ w lato ciepło”.

Sytuacji nie poprawiał fakt, że o niczym nie byliśmy informowani, a plan naszej wyprawy ulegał zmianie ze względu na warunki pogodowe i dostępność jurt. I tak np. Cogo zapomniał wspomnieć, że pominęliśmy jeden nocleg z naszego planu lub że samochód odjechał do warsztatu z całym naszym ekwipunkiem, a my staliśmy jak ciecie na mrozie w bluzach.

Skontaktowaliśmy się z Nomi (wreszcie był zasięg), by naprostować sytuację i dać do zrozumienia, że oczekiwaliśmy czegoś więcej niż towarzysza podróży, który z powodu bardzo słabej znajomości polskiego przekręca nasze słowa, przez co załatwienie drobnostki zajmuje sporo czasu i energii. Powiedzieliśmy też, że martwi nas brak znajomosci trasy, bo Cogo mylił miasta i często gubił się na mapie.

Nasz przewodnik po otrzymaniu konstruktywnej opinii (a mówić wprost solidnego opieprzu od żony) posmutniał na 5 minut, po czym zapalił papierosa i wrócił do swojego żartowania i głupkowania z kierowcą #Przeminęło_z_wiatrem

Czarę goryczy przelał w momencie, gdy zatrzymywaliśmy się w Karakorum (była stolica Mongolii ), gdzie zawiózł nas do ekskluzywnego hotelu z portierem w muszce, a cena za nocleg wychodziła 800 zł za noc. Zdziwiony, że nie chcieliśmy tam zostać, zapierał się, że to jedyne miejsce. Zaś następnego ranka pojechał sam zwiedzać kompleks świątyń. Zapomniał o swoich „klientach”.

Postanowiliśmy, że dłużej już tak być nie może. Jeden człowiek psuł nam cały wyjazd, a przecież Mongolia to piękny kraj i nie chcieliśmy mieć złych wspomnień. Przyszedł czas na odcięcie gangreny ale trzeba było zrobić to umiejętnie, by odzyskać nadpłacony chajs za samochód.

Jak wyjść z sytuacji, by nie stracić wywczasu

Krok 1

Trzeba podjąć trudną decyzję i jasno zakomunikować, że nie godzisz się na kontynuowanie wycieczki w obecnej formie. Płacenie przewodnikowi/ tłumaczowi 25 USD za dzień, który nie zna trasy, ani nie zna polskiego lub angielskiego nie ma sensu i trzeba pozbyć się balastu.

Krok 2

Musisz zrozumieć, że twoja wycieczka nie kończy się na jednej ekipie turystycznej. Zamykając jeden rozdział, otwierasz drugi – szukasz nowej ekipy, a będąc w większym mieście, znajdziesz ją bez problemu, wystarczy pogooglować.

Firm wycieczkowych jest dużo, świat nie kończy się na twojej

Krok 3

Dokładnie obmyśl plan co dalej i jakie mogą być możliwe scenariusze i problemy. My mieliśmy 2 opcje: pozbywamy się naszego tłumacza i kontynuujemy wycieczkę z naszym kierowca lub rezygnujemy ostatecznie i żegnamy się z nimi w Karakorum, gdzie następuje rozliczenie uwzględniające dni, które razem spędziliśmy. Wybierając drugą opcje dobrze mieć już nagraną alternatywną podróż lub inną osobę, która pomoże ci kontynuować podróż, by nie zostać jak jełop w obcym mieście z mandżurem na drodze. My mieliśmy już plan B, więc byliśmy przygotowani.

Krok 4

Odzyskaj pieniądze. To rzecz najtrudniejsza, bo ludzie różnie się zachowują. My wybraliśmy opcje całkowitego zakończenia wycieczki w miejscu, w którym się znajdowaliśmy, bo znaleźliśmy alternatywę w 5 minut szukając w internecie ( da się ).

Negocjacje z Nomi trwały bardzo długo, równie długo trwało wyciąganie kasy z bankomatu. Przysięgam, że kłóciliśmy się o każdego tugrika. Padały bezsensowne argumenty ze strony przeciwnej, m.in. że mamy zapłacić za obiady dla kierowcy i Cogo, bo przecież będą głodni w drodze powrotnej, głupie przytyki że są stratni (bo my nic nie straciliśmy – co nie?). Cuda wianki ale na szczęście mieliśmy zawodowca Krzysztofa, który sprawnie odbijał piłkę na druga stronę i nie dał się naciąć, przez co odzyskaliśmy kasę i mogliśmy dać ją komuś bardziej kompetentnemu.

Krzysztof – niezawodny negocjator

Krok 5

Bądź pewny swojej decyzji i nie zrażaj się na kolejna wycieczkę. Dokończ swój wyjazd, zmodyfikuj plany do zaistniałej sytuacji i zapomnij o toksycznej grupie, bo szkoda nerwów na wywczasie.

Dlaczego tak się wydarzyło i jak w przyszłości tego uniknąć?

Muszę się przyznać, że popełniłam klasyczny błąd – wysyłając zapytanie do Nomi, nie zbadałam konkurencji. Sama się teraz zastanawiam dlaczego?

Byłam tak pewna słuszności tego wyboru. Dziewczyna z polecenia, mówi po polsku, chce nam pomóc ze wszystkim włącznie z transferem z lotniska, darmowym noclegiem u niej w domu po przylocie, wspólną wycieczką po Ułan Bator. No można było wyczuć przekręt i sprawdzić #togoodtobetrue A ja tego wyjątkowo nie zrobiłam.

Dlatego poniżej podaje Wam zasady, jak rezerwować kierowców i tłumaczy z głowa:

1. Zrób draft maila, gdzie nakreślisz swoje potrzeby: listę atrakcji, czas jaki masz, listę osób z którymi jedziesz, datę podróży i wyślij to do co najmniej 5 biur. Zrób porównanie i negocjuj.

2. Zastanów się czy potrzebujesz kierowcy i przewodnika czy tylko kierowcy. My zazwyczaj wybieraliśmy opcje samego drivera, jedynie Wietnam był wyjątkiem. Każda opcja my swoje plusy i minusy. Opcja z przewodnikiem jest droższa ale możesz poznać więcej ciekawostek o kraju, zaś podróż z samym kierowca to większy survival ale taniej i więcej miejsca w aucie. Wybierając drugi wariant upewnij się, że twój kierowca zna angielski chociaż główne słowa i że został dobrze poinstruowany na temat wycieczki. Pamiętaj, że zawsze możesz prosić o pomoc centrale jeśli będziesz mieć problem z komunikacją.

3. Gdy już wybrałeś swojego operatora, zrób podsumowanie na mailu, sporządź umowę, zrób wycenę wszystkich kosztów i poproś o podpis, by w trakcie wycieczki nie pojawiły się finansowe niespodzianki.

4. Poproś o dane firmy lub adres zamieszkania osoby, która będzie się tobą zajmować – przyda się jeśli w grę trzeba będzie zaangażować władze lub ambasadę

5. NAJWAŻNIEJSZE nigdy nie płać pełnej kwoty za wycieczkę, by nie oddawać pełnej kontroli i przewagi obsługującej cię firmie. Tak naprawdę tylko dzięki temu udało nam się odzyskać pieniądze. Jeśli twój operator to duża firma i upiera się, by zapłacić wszystko z góry (mieliśmy tak w Wietnamie) poproś o paragon i miej wszystkie dokumenty, które pozwolą ci podjąć stosowne kroki w przypadku jakiegoś nieporozumienia. Pamiętaj, że płacąc za całość z góry = z automatu pozbawiwszy się kontroli, a i zdarza się że zleceniobiorcy przestaje zależeć.

6. Zapytaj o pojazd, a najlepiej poproś o zdjęcie. Fura ma znaczenie, bo robiąc wycieczki objazdowe zdarzają się dni, gdy trzeba siedzieć po 10h w aucie. Warto zadbać o swój komfort.

7. Jeśli jest to możliwe, spotkaj się z przewodnikiem dzień przed wycieczką i jeszcze raz prześledźcie plan. Są momenty, gdy trzeba go trochę zmodyfikować, bo zmieniły się warunki pogodowe lub coś tego dnia jest akurat zamknięte. Jest to też dobry moment na poznanie człowieka, który spędzi z Wami pare dni, postaraj się wyczuć jego styl.

8. Poproś o wszystkie potrzebne telefony. Namiary na kierowcę, przewodnika, centralę firmy. Zdarzają się różne sytuacje, dobrze wiedzieć gdzie zacząć dzwonić.

Wiem, że może to być męczące, ale trochę wysiłku przed wyjazdem zaowocuje w trakcie podróży. Uczcie się na naszych błędach, szkoda czasu na użeranie się z nieprofesjonalną firmą. Cieszcie się Waszymi podróżami i bądźcie mili dla Waszych nowych towarzyszy (kierowca i przewodnik) to ciężka praca i warto raz na jakiś czas pochwalić i wprowadzić miłą atmosferę – dobro powraca.

Szerokiej drogi

(Visited 494 times, 3 visits today)