Barcelona – co nas zaskoczyło? O tym nie przeczytasz w przewodniku

Wróciliśmy przed chwilą ze stolicy Katalonii. Wyjazd był dla nas bardzo aktywny, nachodziliśmy się każdego dnia prawie  jak Robert Korzeniowski w Atlancie w 1996. Nasze tempo było jednak znacznie wolniejsze, głównie ze względu na bimbaliony filmów i zdjęć, które robiliśmy z myślą o Was, żebyście wspólnie z nami mogli poczuć ducha Barcelony. Zanim przejdziemy do stricte merytorycznych postów z atrakcjami mamy dla Was kilka ciekawostek,  które nas spotkały w trakcie 5 dni w Barcelonie.

1. Największe zaskoczenie – mieszkańcy Barcelony są nastawieni pozytywnie do turystów

Krąży wiele opinii o mieszkańcach miasta, którzy „lekko mówiąc” nieprzychylnie wyrażają się o turystach i potrafią być w stosunku do nich nieprzyjemni. Trudno się temu dziwić, gdyż co roku miasto zalewa fala 3 milionów turystów, którzy potrafią być uciążliwi. W sumie jest to 2 razy więcej odwiedzających miasto niż samych mieszkańców. My w trakcie naszego 5-dniowego pobytu nie natknęliśmy się na nikogo, kto był w stosunku do nas nieprzyjemny albo dał nam odczuć, że nie podoba mu się nasza obecność w „jego mieście”. Było to akurat miłe zaskoczenie po ostatnim zagranicznym mieście, które zwiedzaliśmy czyli Belize City. Zdarzyły nam się nawet dwie sytuację, że jak ktoś widział, że szukamy jakiejś atrakcji to podchodził i pytał się czy nie trzeba nam jakoś pomóc. Aby nie było zbyt cukierkowo, natknęliśmy się na parę haseł związanych ze zmęczeniem mieszkańców przez turystów. Jednak sami personalnie tego nie odczuliśmy.

welcome-tourist-barcelona

usmiechniety-sprzedawca

2. Barcelończycy dobrze mówią w językach obcych

Kolejne zaskoczenie w trakcie naszego wyjazdu, to fakt że nie mieliśmy problemu, żeby się porozumieć z większością osób. Dla mnie największym zdziwieniem językowym były dwie sytuacje: pierwsza kiedy rozmawialiśmy w hostelu ze sprzątaczką, która płynnie operowała językiem angielskim. Druga sytuacja miała miejsce, w kolejce na wzgórze Tibidabo, kiedy wycieczka Włochów kupowała bilet do atrakcji i próbowała się porozumieć po angielsku, ale nie szło im to najlepiej. Pani w kasie od razu zapytała czy wolą mówić po włosku, bez problemu objaśniła oferty i Makarony wyszły szczęśliwe z zakupionym biletem na kolejkę.

To był mój osobisty największy szok pamiętam Hiszpanów, którzy przyjeżdżali do mnie na uczelnię na wymianę. Widać było, że część z nich nie czuję się komfortowo pod względem językowym. Podobnie na moim Erasmusie, lubiłem trzymać się z Hiszpanami, nadawaliśmy na podobnych falach, ale swobodnie po angielsku mogłem się porozumieć tylko z czwórką z kilkunastoosobowej ekipy.

la-boqueria-sprzedawca

3. Barcelona to miasto zioła – Amsterdam chowa się w cieniu

Chodząc po mieście, trawkę czuć naprawdę wszędzie, a mieszkańcy miasta nie stresują się tym gdzie palą. Zdarzało nam się widzieć ludzi siedzących na ulicy czy w parku i skręcających sobie małe co nieco. Myślę, że stresują się oni tym mniej niż warszawiacy pijący piwko na bulwarach 😉 Po przyjeździe do domu odkryłem, że w Barcelonie jest kilkanaście klubów, w których można kupić marihuanę. Jedynie obostrzenie jest takie, że mogą one wyprodukować w ciągu roku maksymalnie 150 kg suszonego narkotyku. Dotarłem do artykułów, które mówią, o tym, że rząd Katalonii zezwolił na obrót narkotykami. Jednak żeby zapobiegać narkoturystyce, klienci chcący kupić narkotyki w specjalnie przeznaczonych do tego miejscach będą mogli to zrobić dopiero po upłynięciu 15 dni od rejestracji. Także jeśli ktoś z Was miałby ochotę to przy drugiej wyciecze będzie mógł skorzystać z oferty coffee shopów.

ganja-barcelona
zdjęcie pobrane z pexels.com

4. Barcelońskie kulinaria

  1. Wina z regionu Catalunya są naprawdę wyśmienite, bardzo Wam polecamy. Szczególnie jeśli nie jesteście fanami ciężkiej Rijoa, to będzie to dla Was miła odmiana.
  2. Za główne dania w knajpie często przyjdzie Wam zapłacić powyżej 12 euro. Jeśli chcecie jeść w restauracjach to proponujemy Wam jadać w porze 12-17, kiedy są promocje takie jak „Menu del Dia„, za które płacicie około 10-12 euro. W ramach tej kwoty, dostajecie 2 posiłki, deser + wodę. Każda knajpa rządzi się w tym obszarze swoimi prawami, podobnie jak lunche w Polsce.homar-paella
  3. W Barcelonie je się bardzo dużo tapasów, którymi dzielą się wszyscy uczestnicy uczty. Jeśli jesteście bardzo głodni to bierzcie patatas bravas – ziemniaczki na ciepło, jest ich zawsze stosunkowo najwięcej porównując z innymi pozycjami na tapasowej liście. Nam osobiście najbardziej smakowały Pinchos czyli mini kanapeczki, które nabiera się na oddzielnych miseczkach, kosztują przeważnie w okolicach 1,2-2 euro za talerzyk.barcelona-tapas
  4. Katalończycy podobnie jak reszta Hiszpanów kolacje jedzą bardzo późno, często po 22. Jak weszliśmy do jednej restauracji o 19, byliśmy tam jednymi gośćmi i powodem nie była niesmaczna kuchnia.
  5. W mieście jest nieskończona liczba piekarni, na każdej ulicy, jak się obejrzycie znajdziecie co najmniej jedną. Drzwi naszego hostelu do jednej dzieliło 5 metrów, do drugiej 40 metrów. Jednak jeśli jesteście fanami polskiego pieczywa, możecie poczuć się zawiedzeni. Bułki mają strasznie twardą skórą, bez różnicy czy jest to białe czy ciemne pieczywo. W piekarniach za to znajdują się znakomite słodkości, ja się skusiłem tylko na croissanta z czekoladą, Bober z kolei zachwycał się kawą.cukiernia-barcelona

5. Niepodległa Katalonia

Nasze obserwacje są takie, że chyba wszyscy Katalończycy pragną niepodległości. Wielu z nich chodzi z żółtymi wstążkami albo w żółtych swetrach/koszulach co ma symbolizować, że są oni za utworzeniem nowego Państwa. W trakcie weekendu natknęliśmy się nawet na jeden protest.niepodlegla-katalonia

spacer-Barcelona

6. Komunikacja w mieście jest bardzo dobrze rozwinięta

W Barcelonie znajdziecie ponad 180 stacji metra, a cała sieć metra ma ponad 140 km – to powinien być całkowity komentarz do tego punktu. Jeśli chodzi o korzystanie z komunikacji to polecamy Wam kupować bilety na 10 przejazdów, cena za taką kartę to trochę ponad 10 euro. Karty najlepiej kupować w automatach na stacjach metra i najlepiej wtedy kiedy nie ma ludzi. Po dużych wydarzeniach, które dzieją się w mieście przed automatami pojawiają się kolejki, tak długie jak przed kasą w Biedronce przed niedzielą bez handlu.

metro-barcelona

7. Sklepy spożywcze – róbcie zapasy

W samej Barcelonie nie spotkacie zbyt wielu sklepów wielkopowierzchniowych, są to przeważnie sklepy wielkości Żabki. Są rejony w mieście, gdzie naprawdę trzeba się sporo naszukać jakiegokolwiek minimarketu. Podobnie jak w większości południowych krajów są sklepy zwane przez lokalsów „Paki” od Pakistanu i krajów sąsiadujących. Ceny są w nich sporo wyższe także jeśli możecie to zaopatrujcie w zapasy, w marketach. U niektórych Paki nawet nie ma cen na półkach, cena jest dobierana na podstawie tego czy jesteś turystą i czy mówisz po hiszpańsku i na jaką grubość portfela oceni Cię sprzedawca. Nas oceniali za dobrze bo płaciliśmy za wszystko jak za wodę na pustyni.

bazar-barcelona

8. Duża aktywność fizyczna mieszkańców miasta

Jedna z rzeczy, która nam się rzuciła bardzo mocno w oczy. Weekendami czy popołudniami masa Barcelończyków bierze się za bieganie, czy ćwiczenie w parkach lub na plaży, naprawdę są to tłumy. Sporym zaskoczeniem było to, że dużo osób ćwiczy w miejscach publicznych ze swoimi personalnym trenerem. W Polsce ćwiczenie z trenerem w 90% przypadków równa się miejsce „indoor-owe”. Część z mieszkańców ćwiczy dodatkowo ze swoimi psami. Mieliśmy wrażenie, że w Barcelonie psów jest tyle samo co rodzin. Z kolei rzadko na mieście widać koty (to obserwacja mother of the cats – Bobra).

aktywnosc-sportowa-barcelona

9. Na stadionie Barcelony jest słaby doping

Wyjście na mecz Barcelony było jednym z prezentów urodzinowych, które dostałem od Ani. Oglądanie takich piłkarzy jak Messi, Suarez, Iniesta, Pique, Busquets czy Jordi Alba na żywo to doskonała frajda, patrzenie na ich poziom piłkarski to inna bajka niż nasze ligowe boiska (kilka lat temu napisałbym klepiska). Barcelona grała z Valencią (w tamtym momencie 3 w tabeli), na stadionie było 70.000 osób. Jednak nie ma się co oszukiwać, doping na polskich stadionach jest znacznie lepszy, głośniejszy i angażowana w niego jest większość stadionu, a nie tylko mała grupka kibiców. Pod względem dopingu kibice z Katalonii, mogliby się dużo nauczyć z polskich stadionów (z wykluczeniem chuligańskich wybryków). Brak głośnego wsparcia może być spowodowany dużą liczbą turystów na meczu. Dla porównania dodam, że kiedyś byliśmy na meczu Borussi w Dortmundzie i tam doping robił na mnie ogromne wrażenie.

kibice-barcelony

stadion-barceloy

10. Szerokie, jednopasmowe ulice Barcelony

Barcelona jest podzielona bardzo symetrycznie i nie sądziłem, że ulice są tu rozłożone, jak od linijki, może przez to, że nie byłem w USA. Architektura miasta mi się bardzo podobała, szerokie ulice jednokierunkowe, bardzo dużo parkingów podziemnych, wspaniałe wstawki Gaudiego na budynkach. Elewacje budynków są na tyle ze sobą spójne, że dużo ulic wygląda identycznie, przez co łatwo się w Barcelonie zgubić. Często musieliśmy chodzić z mapą, żeby się odnajdywać w mieście. Nawet nasi znajomi, którzy mieszkają tu od wielu lat potrafią pomylić przecznice.

barcelona-budynki

Barcelona-park-na-ulicy

Fani street artu będą zachwyceni, na ulicach znajdziecie pełno dzieł ulicznych artystów, mamy wrażenie, że w Barcelonie jest przyzwolenie na tego typu prace. Poniżej kilka dzieł, które udało nam się upolować.

Salvador-Dali-rysunek

streetart-barceloa

grafiti-barcelona

graficiarze-w-pracy

Barcelona to miasto, które trzeba zobaczyć

Ale co w nim zobaczyć opiszemy w następnych postach. Najpierw chcieliśmy się z Wami podzielić naszymi obserwacjami dotyczącymi tego jak miasto żyje i tym co nam się rzuciło na pierwszy rzut oka. Tego typu obserwacje, jak miasto funkcjonuje, jak żyją w nim ludzie, są dla nas chyba nawet ważniejsze od zwiedzania kolejnych atrakcji, pewnie to przez to, że dla nas obojga częścią naszego wykształcenia jest Socjologia 😉

(Visited 890 times, 1 visits today)